Izba dyscyplinarna, adwokaci i pies z kulawą nogą

Weszła w życie ustawa o Sądzie Najwyższym z 8 grudnia 2017r., w tym także przepisy dotyczące nowej Izby Dyscyplinarnej. Są przepisy, jest Izba, nie ma natomiast sędziów i ławników, mających w niej orzekać, nie ma także jej Prezesa, zatem sprawy póki co leżą a „najciekawsze” jeszcze przed nami. Warto jednak dokonać próby opisu konsekwencji, jakie przynieść może powstanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego dla postępowań dyscyplinarnych prowadzonych w adwokaturze. Warto także zastanowić się, czy adwokatura jest do tego przygotowana.

Wydawać by się mogło, że w wypadku adwokackich postępowań dyscyplinarnych zmiana ustawy o Sądzie Najwyższym nie zmienia nic, albo zmienia bardzo niewiele. Sąd ten, tak jak wcześniej, pełnił będzie dla dwuinstancyjnego korporacyjnego sądownictwa dyscyplinarnego rolę sądu rozpoznającego kasacje od orzeczeń wydawanych w drugiej instancji przez Wyższy Sąd Dyscyplinarny. Procedura kasacyjna nie uległa zmianie i regulowana jest przez przepisy Prawa o adwokaturze oraz Kodeks postępowania karnego. Zmieni się jedynie skład Sądu Najwyższego rozpoznający kasacje. Nie będzie to, jak do tej pory, trzech sędziów zawodowych, ale dwóch sędziów i ławnik.

Sąd Najwyższy ma ograniczoną możliwość ingerencji w treść orzeczenia zaskarżonego kasacją. Po rozpoznaniu sprawy oddala kasację albo zaskarżone orzeczenie uchyla w całości lub w części, przekazując sprawę do ponownego rozpoznania albo umarzając postępowanie. Jedynie w wypadku stwierdzenia oczywistej niesłuszności zaskarżonego orzeczenia – uniewinnia obwinionego. Należy jednak pamiętać, że w wypadku uchylenia orzeczenia, zapatrywania prawne i wskazania sądu kasacyjnego są wiążące dla sądu, któremu przekazano sprawę. To dopuszczalne prawem ograniczenie samodzielności jurysdykcyjnej sądu dyscyplinarnego, z uwagi na swój wyjątkowy charakter, wymagające ścisłej wykładni. Zapatrywanie prawne sądu kasacyjnego to wyrażony przez ten sąd pogląd dotyczący wykładni przepisów prawa materialnego lub procesowego, odnoszony do abstrakcyjnie interpretowanego przepisu. Wskazania co do dalszego postępowania to zalecenia wskazujące na konieczność uzupełnienia materiału dowodowego, wyjaśnienia nasuwających się wątpliwości, przeprowadzenia określonych dowodów lub przeprowadzenia ich w określony sposób, ponownego rozważenia już ustalonych okoliczności. Sąd kasacyjny nie może wskazywać sądowi, któremu przekazano sprawę, sposobu jej rozstrzygnięcia, ani też formułować zaleceń dotyczących oceny dowodów czy dokonania takich bądź innych ustaleń faktycznych.

Innym instrumentem, za pomocą którego Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego będzie mogła oddziaływać na kształt orzecznictwa drugoinstancyjnego, jest instytucja skargi na orzeczenie sądu odwoławczego, uchylające orzeczenie sądu pierwszej instancji i przekazujące sprawę do ponownego rozpoznania. Jest ona konsekwencją zmiany modelu postępowania odwoławczego w procesie karnym. Sąd odwoławczy może uchylić orzeczenie sądu pierwszej instancji i przekazać sprawę do ponownego rozpoznania wyłącznie w wypadku zaistnienia bezwzględnych przyczyn odwoławczych, kiedy dostrzegając zasadność odwołania wniesionego na niekorzyść obwinionego nie może go skazać, gdyż został on w pierwszej instancji uniewinniony lub postępowanie co do niego umorzono, wreszcie gdy zachodzi konieczność przeprowadzenia na nowo przewodu sądowego w całości. Gdy żadna z tych przyczyn nie zachodzi, sąd odwoławczy w razie stwierdzenia wadliwości orzeczenia pierwszoinstancyjnego, jeżeli tylko pozwala mu na to kierunek zaskarżenia, winien dokonać jego zmiany. W wypadku wniesienia skargi na orzeczenie uchylające, Sąd Najwyższy uwzględniając ją uchyli orzeczenie sądu drugiej instancji i przekaże mu sprawę do ponownego rozpoznania.

Opisane instrumenty wpływu Sądu Najwyższego na autonomiczne sadownictwo dyscyplinarne, chronione konstytucyjną zasadą, zgodnie z którą to powołane ustawą samorządy zawodów zaufania publicznego w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony sprawują pieczę nad należytym tych zawodów wykonywaniem, same w sobie nie generują istotnego zagrożenia dla koniecznej niezależności adwokatów i adwokatury od władzy publicznej. W dotychczasowej praktyce Sąd Najwyższy, będący surowym i wymagającym recenzentem adwokackiego sądownictwa dyscyplinarnego w aspekcie proceduralnym, poza wypadkami skrajnymi nie ingerował w zagadnienie stosowania i wykładni zasad etyki i reguł deontologicznych zawodu adwokata. W praktyce tej ustalanie, krzewienie oraz dbałość o przestrzeganie zasad etyki zawodowej pozostawały w sferze autonomii adwokatury i organów jej samorządu, w tym sądów dyscyplinarnych.

Tyle mówi prawo i praktyka orzecznicza. Jak będzie, gdy zacznie funkcjonować Izba Dyscyplinarna, pokaże czas. Warto wsłuchać się jednak w głos Sędziego Stanisława Zabłockiego, Prezesa Izby Karnej Sadu Najwyższego. Pan Sędzia w wywiadzie dla ostatniego Kwartalnika Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia ocenił utworzenie Izby Dyscyplinarnej jako instrumentalne budowanie psychologicznego mechanizmu zagrożenia przewinieniami prawników i kreowanie atmosfery nieufności wobec nich. Izba Dyscyplinarna stanowić będzie w istocie odrębny specjalny sąd, o odmiennych kryteriach kooptacji sędziów, ze stojącym na jej czele specjalnym prezesem, niezależnym od I Prezesa Sądu Najwyższego i wyposażonym w dyskrecjonalne uprawnienie do wyznaczania składów orzekających. Najwyraźniej, z powodów znanych tylko twórcom ustawy, doszli oni do wniosku, że składu sądu orzekającego a tym samym treści rozstrzygnięć w tych sprawach nie należy pozostawiać ślepemu losowi.

Czy adwokatura może ochronić przed realnym zagrożeniem ingerencją władzy publicznej swoją niezależność i niezależność każdego z adwokatów w wykonywaniu obowiązków zawodowych? Może, jeżeli okaże się zdolna do krytycznej autorefleksji i koniecznego przewartościowania sposobu funkcjonowania sądownictwa dyscyplinarnego.

Punktem wyjścia musi być wysoki poziom merytoryczny orzeczeń dyscyplinarnych. To kwestia osobistej odpowiedzialności każdego z orzekających sędziów dyscyplinarnych i świadomości własnych ograniczeń tych, którzy do sądów dyscyplinarnych kandydują. To także, a może przede wszystkim, konieczność refleksji, która powinna towarzyszyć samemu aktowi wyboru sędziów obu instancji. Tak długo, jak wyborami takimi rządzić będą mechanizmy środowiskowego klientelizmu, późniejsze niezadowolenie z jakości sądowych rozstrzygnięć, przynajmniej w ustach samych adwokatów, nie będą brzmiało wiarygodnie.

Umiejętności orzecznicze nie spływają na sędziów dyscyplinarnych niczym dar uruchamiany mocą samego aktu wyboru. Wybór taki zobowiązuje natomiast do najwyższej dbałości o poziom wydawanych orzeczeń i ciągłego doskonalenia umiejętności. Po stronie prezesów izbowych sądów dyscyplinarnych oraz Wyższego Sądu Dyscyplinarnego leży obowiązek umożliwienia sędziom podnoszenia kwalifikacji. Zauważył to Krajowy Zjazd Adwokatury (nawet jeżeli nie zauważył, to przegłosował) w roku 2016, nowelizując regulamin działania organów adwokatury i organów izb adwokackich. Nałożył na prezesów sądów obowiązek organizowania co najmniej dwa razy w roku szkoleń sędziów. Nowela ta nie spowodowała jednak zauważalnego zainteresowania i zwiększenia aktywności szkoleniowej.

Ponawiane na kolejnych posiedzeniach Naczelnej Rady Adwokackiej, choć nie sposób zrozumieć do kogo i dlaczego kierowane, utyskiwania osób odpowiedzialnych za dyscyplinarny obraz adwokatury na możliwość stosowania w postępowaniu dyscyplinarnym skargi na orzeczenie uchylające, nie zastąpią koniecznej refleksji nad trywialnym w gruncie rzeczy faktem. Jeśli uległ zmianie model postępowania odwoławczego w procesie karnym, a to chyba watpliwości nie budzi, zmiana ta musiała wpłynąć także na drugoinstancyjne postępowanie dyscyplinarne. Oczekiwanym zachowaniem sądu odwoławczego nie jest uchylenie zaskarżonego orzeczenia pod lepszym lub gorszym pretekstem, ale ponowienie lub uzupełnienie materiału dowodowego w zakresie, jaki jest niezbędny dla prawidłowego rozpoznania środka odwoławczego. To nie możliwość wniesienia skargi na orzeczenie uchylające, ale często bezzasadne i bezrefleksyjne uchylanie orzeczeń prowadzi do przewlekłości i przedawnienia.

Najlepsze i najlepiej uzasadnione rozstrzygnięcia dyscyplinarne nie poprawią wizerunku adwokatury, jeżeli znane będą tylko stronom. Nie tylko opinia publiczna ale nawet pies z kulawą nogą nie stanie w obronie niezależności adwokackiego sądownictwa dyscyplinarnego, jeżeli jego działalność i dorobek pozostawać będą najbardziej strzeżoną korporacyjną tajemnicą.

Uruchomiona w sierpniu 2014r. strona internetowa Wyższego Sądu Dyscyplinarnego udostępniła adwokatom, aplikantom adwokackim i opinii publicznej setki wartościowych orzeczeń oraz publikacji poświęconych etyce zawodów prawniczych i odpowiedzialności dyscyplinarnej, wcześniej rozproszonych lub wręcz niedostępnych. Wcześniej adwokatura nie była w tej przestrzeni obecna. Nowa jakość została zauważona i doceniona. W krótkim czasie strona wskazywana była w wielu publikacjach, w tym także o o charakterze naukowym, jako źródło informacji o cytowanych orzeczeniach. Zaniechanie regularnego publikowania orzeczeń po listopadzie 2016r. było niezrozumiałe a upubliczniona ostatnio próba tłumaczenia tego stanu rzeczy wręcz żenująca. Należy nie tylko wrócić do publikacji orzeczeń dyscyplinarnych ale wykonać istotny, zapewniający pełną transparentność sądownictwa dyscyplinarnego, krok naprzód. Adwokatura powinna dzisiaj podjąć decyzję o udostępnieniu, po dokonaniu niezbędnej anonimizacji, wszystkich aktualnych orzeczeń dyscyplinarnych. Jeśli ma pozostać samorządem zawodu zaufania publicznego, sprawującym w interesie publicznym pieczę nad należytym wykonywaniem zawodu, transparentność leży w jej najlepszym interesie. Sądownictwo dyscyplinarne nie jest wewnętrzną sprawą adwokatury ale powierzonym jej władztwem publicznym. Miarą odwagi, odpowiedzialności i merytorycznego poziomu sędziów dyscyplinarnych w rozstrzyganiu o odpowiedzialności dyscyplinarnej jest indywidualizowanie wydanego orzeczenia własnym nazwiskiem – także w przestrzeni publicznej.

Ważne jest zapewnienie spójności przekazu kierowanego przez adwokaturę do opinii publicznej z przekazem wewnętrznym. To kwestia wiarygodności i przyzwoitości. Jeżeli – słusznie – piętnujemy w przestrzeni publicznej działania zagrażające niezależności sądów powszechnych i Sądu Najwyższego oraz niezawisłości ich sędziów, stosujmy te same standardy wobec siebie. Prawo o adwokaturze gwarantuje sądowi dyscyplinarnemu niezawisłość w zakresie orzekania i samodzielność w rozstrzyganiu zagadnień prawnych. Z zasadami tymi nie da się pogodzić cenzury publikacji rozstrzygnięć sądu „na prośby dziekanów” albo „zapewniania dziekanów” o afirmatywnym stosunku do uchwały Naczelnej Rady Adwokackiej, której zapisy jeden ze składów orzekających Wyższego Sądu Dyscyplinarnego uznał za nie dające podstaw do kreowania odpowiedzialności dyscyplinarnej. Stwierdzenie, że orzeczenie to „podjęto w niezbyt elegancki sposób” uzupełnione uwagą „są osoby, które szkodzą adwokaturze”, sędziów tych obraża i godzi w ich niezawisłość orzeczniczą. Gdyby słowa te padły z ust osoby spoza adwokatury, zasadnie uznano by je za niedopuszczalną ingerencję w chronioną prawem autonomię sądownictwa dyscyplinarnego. Tak jednak nie jest. Ich autorem jest adwokat, Prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego. Słowa te padły podczas posiedzenia Naczelnej Rady Adwokackiej. Nikt nie zaprotestował. Nikt nie zwrócił uwagi na ich niestosowność.

Samorządne sądownictwo dyscyplinarne jest gwarancją wolności wykonywania czynności zawodowych przez każdego z adwokatów. Także mojej wolności wykonywania zawodu. Gwarancja ta będzie realna wtedy, gdy sądownictwo dyscyplinarne będzie profesjonalne, sprawne, skuteczne i transparentne, gdy taki też będzie jego wizerunek w przestrzeni publicznej. To oczekiwanie znacznie większe i zadanie zdecydowanie trudniejsze niż zaznaczanie na aktach spraw terminu przedawnienia czerwonym atramentem.

Postscriptum: Redagując ostateczną wersję tekstu nabrałem wątpliwości, czy jego intencja zostanie przez część czytelników właściwie odebrana. Z tego powodu chcę uzupełnić go o krótką deklarację. Nie zamierzam w przyszłości ubiegać się o jakiekolwiek wybieralne stanowisko ani członkostwo w jakimkolwiek organie adwokatury lub izby adwokackiej.

Radosław Baszuk
adwokat

źródło:

radekbaszuk.pl

Biurokratyczny bełkot Prezesa Ziobrowskiego Felieton adwokata Jerzego Marcina Majewskiego
Wpisy oznaczone logo "z prasy" zamieszczane są w Magazynie MacLawye® na prawach cytaty, z podaniem źródła i linkiem odsyłającym do pełnego tekstu artykułu.