Arbitrzy to indywidualiści

Droga do kariery arbitra jest długa. Wiedzie najczęściej poprzez karierę adwokata, radcy prawnego, sędziego, pracownika nauki, czasami biznesmena, dyplomaty, polityka, albo eksperta. Bywa, że na początku kariera ta stanowi zaledwie zajęcie uboczne. Ktoś kogoś powołał na arbitra raz, później drugi raz i jeszcze parę razy. Zajęcie to trzeba było najpierw wcisnąć pomiędzy codzienne obowiązki zawodowe, czasami kosztem czasu wolnego, a nawet urlopu. Z czasem, gdy ilość nominacji zwiększa się, z funkcji arbitra robi się stopniowo coraz ważniejsza dziedzina życia zawodowego. Czasami wypiera ona i stopniowo zastępuje dziedziny wcześniej uprawiane. Coraz częściej profesor woli orzekać w arbitrażu niż uczyć studentów, albo pisać kolejną książkę. Z czasem adwokat woli zasiadać jako arbiter niż występować jako pełnomocnik. Nie jeden partner wielkiej kancelarii zastanawia się czy warto w niej dalej pozostać, jeśli tak wielu nominacji na arbitra nie może przyjąć z uwagi na konflikt interesów. Bywa, że partnerzy największych kancelarii prawniczych będący wziętymi arbitrami wycofują się z firmy (retire from partnership), aby poświęcić się całkowicie karierze arbitra. Rośnie więc powoli grupka full time arbitrators.

Arbitrzy to często wielkie indywidualności, autorytety, czasami wręcz gwiazdy. Osoby takie, używając określeń muzycznych, to raczej wielcy soliści. Nie wystarczy jednak wybrać trzech kompetentnych, utytułowanych, mądrych solistów, aby stworzyć zespół. Ważny jest team spirit i zdolności interpersonalne członków zespołu orzekającego. Nie zawsze z trzech wybitnych solistów można stworzyć dobre trio. Używając porównań sportowych, wielcy arbitrzy są trochę jak wielcy tenisiści. Tymczasem rozgrywana jest konkurencja zespołowa. Zespołem jest raczej trzyosobowa załoga łodzi wioślarskiej. Do tego jeden z wioślarzy jest jej sternikiem.

ICC zna przypadki gdy konieczne było wyłączenie całego składu trybunału arbitrażowego, gdyż trzech kompetentnych, utytułowanych, wybitnych arbitrów poróżniło się tak, że nie było w stanie prowadzić normalnej korespondencji, nie mówiąc już o dokończeniu postępowania i wydaniu wyroku. Skład zespołu orzekającego bywa mieszanką – czasem wybuchową – różnych kultur, temperamentów, przyzwyczajeń, charakterów, różnych wzorców zachowań.

Jak powiedział francuski antropolog i późniejszy minister sprawiedliwości Alain Peyrefitte: „Zaufanie jest fundamentem podtrzymującym ludzkie społeczeństwo”. To bardzo dobrze jeżeli strony obdarzają arbitrów zaufaniem. Równie ważne jest jeżeli arbitrzy ufają sobie nawzajem.

Bywa, że każdy członek składu mieszka na innym kontynencie. O innej godzinie otwiera e-mail, o innej otrzymuje pocztę, o innej słucha informacji radiowych, o innej dostępny jest pod telefonem. Bywa, że to samo pismo, ta sama wiadomość dociera do każdego członka składu o innej porze. Arbiter w Australii wie już o tym, czego nie wie jego europejski kolega, a amerykański kolega jeszcze śpi. Arbiter nie powinien korespondować z jednym tylko współarbitrem, nie kopiując drugiego. Takie uchybienie, nawet w banalnej kwestii może sprawić, że pominięty kolega poczuje, że dwaj pozostali porozumieli się wcześniej, rozumieją się lepiej, być może również co do meritum sporu. Lepiej unikać wszelkich niedomówień. Nie prowadzić narad wstępnych we dwoje, a jeżeli już, to dzielić się natychmiast wszelkimi wspólnymi przemyśleniami z nieobecnym. Nie wolno dopuścić do sytuacji, gdy dwóch z trzech kolegów rozumie się lepiej, ze szkodą dla kontaktu z trzecim. Kontaktując się ze współarbitrami warto pamiętać o świętach narodowych, planowanych urlopach i innych wydarzeniach ważnych dla współarbitrów.

Team spirit to niekoniecznie przyjaźń, ale duch współpracy na czas wspólnego zadania. Jego wykonanie powinno sprawić satysfakcję wszystkim członkom tej trzyosobowej załogi łodzi wioślarskiej. Sprawa arbitrażowa kończy się któregoś dnia, ale przyjaźń między arbitrami może pozostać na długie lata. 

Piotr Nowaczyk

O arbitrażu w witrynie Piotra Nowaczyka:

uncitral.pl

Poprzedni felieton Piotra Nowaczyka: czy arbitraż tworzy nowe zwyczaje ?