Aplikacja teoretyczna

Rafał Dębowski

Aplikacja uniwersytecka będzie szkoleniem teoretycznym w teoretycznych sprawach, prowadzonym przez dydaktyków, a nie praktyków.

Pomysł tzw. aplikacji uniwersyteckich, rzucony jak jabłko niezgody przez chcącego pozostać anonimowym studenta wydziału prawa, musiał wywołać poruszenie. Jednych poruszyła wizja dodatkowych środków, jakie mogą się pojawić z tego tytułu, innych fakt, że pomysł bez rozwagi i namysłu podchwyciły władze, jeszcze innych to, że pomysł ten w istocie oznacza paradoksalnie pogorszenie sytuacji osób wchodzących do zawodu adwokata, nie mówiąc już o oczywistej sprzeczności z interesem publicznym.

Chcąc zrozumieć, o co rzeczywiście w nim chodzi, wpierw warto wskazać, co postuluje anonimowy student. Domaga się, by nie wydłużać okresu studiów prawniczych. Gdzieś słyszał, że są plany, by wobec niżu demograficznego wydłużyć studia. A on chce – i słusznie – jak najszybciej wykonywać wymarzony zawód. I nie chce płacić więcej uczelniom. Więc prosi w swej petycji, by tego mu nie czynić.

Czym ma być, wedle medialnych zapowiedzi, nowa ścieżka dostępu do zawodu? Niestety, kolejnym okresem szkolenia teoretycznego, realizowanego przez wydziały prawa, bez jakiejkolwiek kontroli ze strony samorządów zawodów zaufania publicznego. To zaprzeczenie postulatu ujętego w petycji.

Z doniesień medialnych wiemy, że szkolenia mają trwać krócej niż trzyletnia aplikacja adwokacka, bo zajęcia będą częstsze i bardziej intensywne. W efekcie nasz student będzie mógł szybciej przystąpić do egzaminu, a po zdaniu rozpocząć wykonywanie zawodu.

Student, jak to student, ma prawo się nie znać. Bo niby skąd ma wiedzieć, że z chwilą wpisu na listę aplikantów od razu, lecz stopniowo, zacznie wykonywać zawód adwokata. Nie będzie bezczynnie czekał trzy lata do egzaminu ze swoim startem zawodowym. Z chwilą rozpoczęcia aplikacji adwokackiej będzie praktycznie przygotowywał się do samodzielnego wykonywania zawodu poprzez czynności zastrzeżone dla adwokata.

Co prawda nie samodzielnie, lecz pod kierunkiem patrona i na jego odpowiedzialność, ale nie zmienia to faktu, że będzie pracował w wymarzonym zawodzie. Jako aplikant będzie spotykał się z prawdziwymi ludzkimi problemami, będzie pisał prawdziwe pisma w prawdziwych sprawach, będzie proponował rozwiązanie rzeczywistych spraw, z którymi do kancelarii zgłaszają się obywatele. Zobaczy jak działa prawdziwa kancelaria i wymiar sprawiedliwości, będzie walczył na sali sądowej, mając po drugiej stronie doskonale przygotowanych zawodowców. Zobaczy, jak trzeba prowadzić biurowość, co wolno, a czego nie należy robić. Od patrona dowie się tego, czego ten dowiedział się wcześniej od swojego. Tak pozna arkana sztuki adwokackiej. A jeśli w swojej pracy popełni błąd, patron wskaże mu gdzie i dlaczego się pomylił.

Przez te trzy lata pozna się z klientami, a jeśli będzie dobry i rzetelny – zdobędzie ich zaufanie, które stanowi istotę zawodu. Dostanie jeszcze coś więcej, co niektórzy błędnie utożsamiają z aplikacją. Będzie uczestniczył w zajęciach szkoleniowych organizowanych przez rady adwokackie. Będzie to uzupełnienie poziomu jego wiedzy. Niestety, konieczne, bo studia prawnicze… wiadomo. A gdy zda egzamin adwokacki będzie miał coś, co pozwoli mu na samodzielne prowadzenie działalności: będzie miał sprawy i klientelę, która da mu szansę na samodzielny start w zawodzie.

Czym może być „aplikacja uniwersytecka”? Teoretycznym szkoleniem w teoretycznych sprawach, prowadzonym przez dydaktyków, a nie praktyków. To możliwość kontynuacji studiów, tyle że pod inną nazwą. Nowa ścieżka teoretyczna zapewni naszemu studentowi zapewne naukę rozwiązywania testów egzaminacyjnych. Przy okazji niestety nie będzie miał czasu na pracę zawodową – praktyczne przygotowanie, pozwalające również na utrzymanie rodziny i opłacenie kosztów szkolenia. Bo kto przyjmie na stałe do pracy kandydata, trzy razy w tygodniu zajętego szkoleniem teoretycznym na uczelnianych wykładach? Drogi studencie – autorze petycji: czy tego naprawdę chciałeś? A może niechcący rzuciłeś zgniłym jabłkiem?

Rafał Dębowski

adwokat

Artykuł opublikowany 26 stycznia 2018 r.

w Rzeczpospolita.pl

Gutowski & Kardas: czy można teoretycznie kształcić przyszłych prawników praktyków ?

Grzegorz Prigan: Strumień pieniędzy naeży skierować wprost do patronów

Zapraszamy do debaty w adwokackich grupach dyskusyjnych na facebook’u

Wpisy oznaczone logo "z prasy" zamieszczane są w Magazynie MacLawye® na prawach cytaty, z podaniem źródła i linkiem odsyłającym do pełnego tekstu artykułu.